Włosi odpowiadają za budowę odcinka F – od węzła „Częstochowa Północ” do „Częstochowa Blachownia” – stanowiącego znaczną część obwodnicy miasta. Bez jego otwarcia autostrada A1 od południa będzie się kończyć węzłem na granicy Konopisk i Dźbowa, a samochody jadące ze Śląska na północ będą wjeżdżać na drogę wojewódzką nr 908.

I właśnie z tym odcinkiem są największe problemy. Od kilku miesięcy prace są tu bardzo ograniczone. Początkowo nie rzucało się to mocno w oczy, bo na placu budowy trwał okres zimowy (od 15 grudnia do 15 marca). Teraz widać to wyraźnie.

Na początku roku włoskie firmy budujące w Polsce autostrady i ekspresówki zażądały od Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad waloryzacji kontraktów. Firma Salini wystosowała roszczenia o wartości 449 mln. Nieoficjalnie wiadomo, że ok. 200 mln zł miało zbilansować wzrost kosztów budowy obwodnicy Częstochowy. Od tego czasu trwały przepychanki pomiędzy GDDKiA a włoskimi firmami. Dyrekcja ze swojej strony cierpliwie czekała na koniec okresu zimowego i ostrzegała przed milionowymi karami. Firmy z kolei groziły zerwaniem umów, gdyż bardziej opłacalne miało dla nich być zapłacenie kar, niż dokładanie do budowy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej