Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Po tym, jak w 1975 roku władze PRL-u podzieliły Polskę na 49 zamiast 17 województw, uznały, że wojewódzka Częstochowa powinna mieć ponad 200 tysięcy mieszkańców. Po dwóch latach swoją myśl wprowadziły w czyn, przyłączając do miasta okoliczne miejscowości. M.in. Gnaszyn, Kiedrzyn, Grabówka, Dźbów i Wyczerpy Górne stały się dzielnicami Częstochowy. W jedną sylwestrową noc z 1976 na 1977 rok liczba częstochowian skoczyła o 20 tysięcy. I to bez najmniejszego wysiłku ze strony pań, panów oraz personelu porodówek.

Czy chcesz odłączenia np. Grabówki?

Na 40. rocznicę tamtych wydarzeń, która minęła trzy miesiące temu, nikt nie przygotował jubileuszowych uroczystości. Użytkownik „Dzielnica Rząsawy” – też przyłączona 40 lat temu – na swoim facebookowym profilu zapytał: „Będziecie świętować czy opłakiwać?". Ktoś odpowiedział: „Są plusy i minusy, pytanie, czego więcej".

Natomiast na internetowej stronie Rady Dzielnicy Grabówka jeszcze kilka dni temu „wisiała” sonda, której najważniejsze pytanie brzmiało: Czy jesteś za odłączeniem dzielnic peryferyjnych Częstochowy od miasta i przyłączeniem ich do sąsiednich gmin obecnych lub nowo utworzonych? A jeśli tak, to dlaczego? Bo podatki wysokie, a inwestycji mało? Zwłaszcza w infrastrukturę? Bo się z peryferiami nikt nie liczy, decydując o sprawach miasta?

Ankieta na stronie Grabówki wisiała od kilku miesięcy. Znikła, gdy „Wyborcza” zaczęła pytać przewodniczącego rady dzielnicy Witolda Trojanowskiego o separatystyczne nastroje w dzielnicy.

– Nic o tym nie wiem – odparł. Chodziło mu zarówno o ankietę, którą inny radny dzielnicowy Piotr Dziuk miał zawiesić bez jego wiedzy na stronie, jak i marzenia mieszkańców Grabówki o tym, by się od Częstochowy oddzielić.

Kto stoi za ankietą rozsyłaną do dzielnic?

Informację o sondzie wraz z prośbą o jej rozpropagowanie jeszcze w zeszłym roku rozesłał ktoś anonimowy, podpisujący się jako „Peryferia Częstochowy”. Jak wyjaśniał adresatom, ankieta miałaby być odpowiedzią na pomysł Częstochowy rozwijającej się jako tzw. miasto kompaktowe, czyli takie, które zamiast rozlewać się na nowe tereny, inwestuje w to, co już ma.

– Do mnie taki mail też przyszedł – przypomina sobie Waldemar Lisowski, przewodniczący Rady Dzielnicy Gnaszyn. – Ponieważ był anonimowy, nie odpowiedziałem.

A co by odpowiedział? – Że pomysł z odłączeniem się od Częstochowy nie jest dobry – twierdzi. – Zresztą wśród mieszkańców nie ma takich dążeń. Zdarzają się oczywiście na zebraniach głosy, że może osobno byłoby nam lepiej, ale tak mówią przede wszystkim ci, którzy pamiętają Gnaszyn jako odrębną gminę, z dobrze funkcjonującymi zakładami, Wigolenem czy Tapetami. A teraz co? Zamiast peryferiami Częstochowy mielibyśmy się stać peryferiami Blachowni?

– Sam dwa lata temu zadawałem podobne pytanie – przyznaje wiceprzewodniczący Rady Dzielnicy Gnaszyn Łukasz Wawrzykowski. – No bo to kpina, co się w takich jak nasza dzielnicach działo przez te wszystkie lata – ocenia. – Dopiero teraz jest szansa na jakiś rozwój, gdy miastu udało się zdobyć pieniądze na remont ul. Głównej i Przejazdowej [wylot na Opole – przyp. red.].

Więcej o tej inwestycji PRZECZYTAJ TUTAJ

– Absurdalne pytanie – ocenia przewodnicząca Rady Dzielnicy Kiedrzyn Beata Struzik, do której sonda również dotarła. – Owszem, mamy problemy, jak każda dzielnica odległa od centrum, przede wszystkim z inwestycjami w infrastrukturę. Jako samodzielnej gminie miałoby być nam lepiej? A jeśli z kimś, to z kim? Mielibyśmy się przyłączyć do Mykanowa czy do Kłobucka? Obawiam się, że w żadnym z tych wariantów nie bylibyśmy w stanie starać się np. o ponad 20 mln zł z Unii na kompleksowe odwodnienie dzielnicy, bo nie mielibyśmy pieniędzy na własny wkład w inwestycję.

– Do mnie ten mail także dotarł, widziałem również informacje o sondzie w internecie – mówi Andrzej Sowa, który działał w Radzie Dzielnicy Dźbów, a teraz jest miejskim radnym klubu PiS. – Czekałem, aż się pokaże jakaś informacja o wynikach tej ankiety, ale nic się nie pojawiło. Szkoda, bo byłem ciekawy.

Sowa bowiem twierdzi, że w przypadku jego dzielnicy – Dźbowa – łatwej odpowiedzi na takie pytanie nie ma. – Mieszkańcy widzą, że w sąsiedniej gminie Konopiska mają porządne drogi i chodniki, a oni, w mieście, ciągle na nie czekają. Nie są zainteresowani forsowaną przez władze Częstochowy budową aquaparku, bo dla nich problemem jest kanalizacja. Odłączyć się? Teraz, gdy mamy strefę gospodarczą w Skorkach, to by było nawet możliwe. Za to wątpliwe, czy jako odrębna gmina bylibyśmy w stanie taką strefę w ogóle utworzyć. Nie ma też pewności, że już istniejącą bylibyśmy w stanie rozwijać. Jednak duże miasto ma szersze pole manewru i liczniejszą rzeszę urzędników do dyspozycji. Łatwiej może realizować duże przedsięwzięcia.

Matyjaszczyk: Dzielnice peryferyjne ciążą do miasta

– Trudno komentować szerzej wnioski lub postulaty, których bliżej nie znamy – mówi prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk. – Każdy ma oczywiście prawo do własnego poglądu, ale fakty są takie, że Częstochowa w obecnym kształcie administracyjnym funkcjonuje już od dosyć dawna i wszystkie dzielnice mają już swoje miejsce w historii miasta i znaczenie dla jego rozwoju.

Prezydent Częstochowy Krzysztof MatyjaszczykPrezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk Fot. Grzegorz Skowronek / AG

Matyjaszczyk ocenia: – Moim zdaniem integracja obszaru Częstochowy w jej aktualnych granicach powinna się w najbliższych latach umacniać, m.in. dzięki obwodnicy autostradowej [będzie niejako wyznaczać zachodnią granicę Częstochowy – przyp. red.] i inwestycjom miejskim umożliwiającym zarówno lepsze połączenie z węzłami autostradowymi, jak i poprawiającym połączenia międzydzielnicowe. Sama autostrada sprawi, że np. zachodnie dzielnice w naturalny sposób powinny ciążyć ku miastu, bo takie będą uwarunkowania komunikacyjne, natomiast miasto – zwłaszcza po zakończeniu strategicznych drogowych inwestycji – na pewno będzie chciało zadbać w większym stopniu o jakość dróg w dzielnicach. Te działania powinny w najbliższych latach zmniejszyć widoczne jeszcze różnice w infrastrukturze między dzielnicami śródmiejskimi a rejonami bardziej oddalonymi od centrum Częstochowy.

Imperialne Miasto Dźbów

Frustracja z powodu niedoinwestowania dzielnic peryferyjnych zaowocowała 10 lat temu założeniem bloga „Imperialne Miasto Dźbów”. „Przeżywamy natarcie imigrantów, Najwięcej jest ich z Gnaszyna, ale czołówkę dogania Częstochowa, z której ucieka coraz więcej ludzi” – pisał autor. I dalej: „Ostatnimi czasy do prasy dostała się nieprawdziwa informacja, że Skate Park powstanie w częstochowskiej dzielnicy Północ, lecz tą decyzją zainteresowała się komisja śledcza: byłoby wręcz dziwne, żeby Skate Park powstał na wsi, przecież wszyscy wiemy, że Dźbów City posiada 150 tys. mieszkańców”. I ma metro! Blog nie jest obecnie prowadzony, ale wciąż można go poczytać: dzbow.blog.onet.pl.

Powiększono Opole i Zieloną Górę. Gubałówka chce się oderwać od Zakopanego

Ostatnio w Polsce miasta raczej się powiększają, niż dzielą – np. Zielona Góra czy Opole. Jednak zanim 1 stycznia 2015 r. Zielona Góra wchłonęła otaczającą miasto niczym obwarzanek gminę wiejską – jej mieszkańcy zostali zapytani o to w referendum. Odpowiedzieli „tak” i dziś 130-tysięczna Zielona Góra ma powierzchnię większą niż Poznań czy Gdańsk.

Wbrew mieszkańcom powiększono za to 1 stycznia tego roku Opole. Decyzję o przyłączeniu kilku okolicznych miejscowości – w jednej z nich znajduje się elektrownia Opole płacąca duże podatki – podjął autorytatywnie rząd PiS. Nie pomogły protesty w Warszawie, nikt się też nie przejął protestem głodowym, który prowadzili mieszkańcy jednej z przyłączanych gmin.

Partia rządząca ogłosiła, że ma także nowy pomysł na Warszawę – chce do niej dołączyć ponad 30 sąsiednich gmin. Jak twierdzi opozycja, wszystko po to, by mieć szanse na zwycięstwo w wyborach nowego prezydenta Warszawy. Na razie tylko w jednej z gmin samorząd byłby za. Rada Warszawy chciała w tej sprawie zorganizować referendum, ale podległy rządowi wojewoda mazowiecki uznał, że to niezgodne z prawem. Referendum odbyło się za to w Legionowie – przy frekwencji aż 46 proc. przeciw przyłączaniu do stolicy było 94 proc. głosujących.

Zdarzają się także działania odśrodkowe. I tak np. w czerwcu 2015 r. od Brzeszcz (miasta, w którym burmistrzem była kiedyś Beata Szydło) chciały się oddzielić Skidziń i Wilczkowice, by dołączyć do wiejskiej gminy Oświęcim. Poszło o chodnik przy głównej ulicy, o który mieszkańcy nie mogli się od lat doprosić. Mieszkańcy ul. Furmanowej na Gubałówce od 2014 r. twierdzą, że chcieliby mieszkać w gminie Poronin, a nie w Zakopanem. W Mysłowicach południowe dzielnice obejmujące jedną trzecią miasta chciałyby rozwodu z północą (gdzie znajduje się centrum Mysłowic), bo są bogatsze, a nie mają wpływu na to, co się dzieje na ich terenie.

W regionie częstochowskim mieliśmy dotąd (od 1990 r.) dwa przypadki zmiany granic gminy: Starcza oddzieliła się od Kamienicy Polskiej, a Boronów od Herbów. Podobne marzenia mają też mieszkańcy Kamyka, ale referendum w sprawie wydzielenie nowej gminy z gminy Kłobuck się nie powiodło.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.