Decyzja sędziego w 7. biegu meczu Włókniarza Częstochowa ze Stalą Gorzów sprawiła, że pierwszy raz w życiu wyszedłem ze stadionu w trakcie meczu. Podobnie zrobiło więcej osób. Chodzę na żużel całe życie, ale ligowi działacze skutecznie obrzydzają mi ten piękny sport.
Opinie publikowane w naszym serwisie wyrażają poglądy osób piszących i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji

Zasiadając w piątek 5 lipca na trybunach, nie miałem żadnych oczekiwań. Włókniarz i jego zawodnicy już w poprzednim roku odarli mnie z jakichkolwiek nadziei na sukces. Przez lata byłem bezkrytyczny i potrafiłem wytłumaczyć każdą wpadkę Włókniarza. W poprzednim sezonie, po zremisowanym meczu z Grudziądzem, miarka się przebrała. Za tą drużyną zjechałem Polskę wzdłuż i wszerz, ale mam jej już dość, mimo że na mecze chodzę, bo robię to przez całe swoje życie. We Włókniarzu musi dojść do wielkich zmian, bo bez nich klub już zawsze będzie w marazmie. Nie o Włókniarzu jednak jest ten tekst.

Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.

Więcej
    Komentarze
    No cóż, ja się wychowałem w czasach, gdy w żużlu było jeszcze trochę sportu (choć fikcyjne zatrudnianie zawodników niby-amatorów w patronujących zakładach było oczywiście patologią PRL), byli wychowankowie, były emocje. Chodziło się i było komu kibicować. Teraz "nasi" są tylko juniorzy, którzy nawet jak mają wielki talent i przebłyski (pamiętacie dwucyfrówki Świdnickiego, Gruchalskiego, Czai czy Miśkowiaka?), to potem zostaje im tylko druga czy trzecia liga, a potem słuch po nich ginie. Bo tu jest "najsilniejsza liga świata" (nic dziwnego, bo innych prawie już nie ma). I w tych moich czasach tak właśnie wyglądał żużel w Anglii. A ludzie z wyższych sfer, jak Magdalena Zimny-Louis, pisali na łamach Tygodnika Żużlowego, że warto czytywać tak ambitne czasopisma jak Speedway Star. I każdy się podniecał, że tam jest najsilniejsza liga. I widać, do czego to doprowadziło.

    Ale tu ciekawy wątek Pan Redaktor poruszył - terminy rozgrywania meczów. Piątek - tragedia. Ciężko zdążyć z pracy, na mecz wyjazdowy nie ma szans. W niedzielę jeszcze gorzej - jak ja mam wrócić? Toż w Polsce praktycznie nie istnieje (poza miastami) transport publiczny. Ale jak mam w ogóle wrócić w swoim mieście, jeśli mecz kończy się o 23:00? Jak mam pójść na niego - jak dawniej się robiło - z dziećmi?
    @fafax2
    pełna racja, ja już nie chodzę na mecze, nasza drużyna to zbieranina, mało kto rozpoznawalny, a o jeździe w drużynie nie mają pojęcia każdy jeździ dla siebie, a z wnuczką nie pójdę w tych dziwnych godzinach
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Czas skończyć z finansowaniem sportu zawodowego ze środków publicznych!!!
    już oceniałe(a)ś
    13
    0
    Cały sport, także żużel, został zdegenerowany przez telewizję i reklamy.Pojawiło się wielu "celebrytów", którzy kasują grube pieniądze za 'wydumane" sukcesy. Tak powstaje "najlepsza liga żużlowa" w Polsce i polscy połkarscy kibice najlepsi we "wszechświecie".Pojawili się piłkarscy milionerzy, którzy grają w reprezentacji na pozoiomie IV ligi, ale są "entuzjastami" najlepszych kibiców , bo ci kibice /naiwnicy/ płacą za bilety i przez dotacje finansują nieudolnych i "gwiazdorskich" zawodników.W roku 1959 w Warszawie spotkałem przypadkowo w autobusie trzech żołnierzy : Wojciecha Pędziacha /z Victorii/ Hermana /z Ruchu Chorzów/ i Nowaka /lewoskrzydłowego/.Wszyscy oni występowali w podstawowym składzie Legii. /Pędziach za Strzykalskiego w pomocy z Zientarą/Jechali na stadion na Myśliwiecką autobusem.Byli poborowymi.Obecnie, znany piłkarz w autobusie komunikacji publicznej był by sensacją???Najbardziej szkoda mi Wojtka Pędziacha, który talentem dorównywał Zygfrydowi Szołtysikowi.To był prawdziwy sport i prawdziwi zawodnicy, którzy nie byli celebrytami .Niestety...to se ne wrati.....
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    Jakoś biadolenia na organizację ligi, poziom sędziowania nie słychać z miast, których kluby ( zawodnicy) wygrywają. Nie tylko żużel organizuje rozgrywki pod telewizję-to trend ogólny i nie do cofnięcia. Włókniarz jest po prostu słaby organizacyjnie i sportowo. Warto się przyjrzeć kto i za ile tam pracuje. A kibice wychodzili, bo to wyprawiali na torze zawodnicy gospodarzy to była żenada
    już oceniałe(a)ś
    8
    3
    analiza ciekawa. To że miasto doklada sie do sportu to jednak wg mnie dobrze, bez tego wsparcia prawdopodobnie byłaby liga niżej, a tenisa stołowego (500 tyś.) by nie było :)
    już oceniałe(a)ś
    4
    3